Baczyński 6

Wydarzenia dziejowe dotykają chyba każdego pokolenia, w każdym razie w ostatnich kilku stuleciach, chociaż nie zawsze dają się od razu rozpoznać z poziomu uczestnika. Pokolenie Baczyńskiego raczej nie mogło mieć wątpliwości, w czym bierze udział. Na pewno nie wątpił w to Baczyński. Taka świadomość, mam wrażenie, zmusza wyobraźnię do zestrojenia się z inną częstotliwością cykli czasowych niż powiedzmy cykl dobowy, roczny, zamknięty w pojedynczym życiu. Nagle jest się częścią cykli dłuższych i powolniejszych. Nagle ujawniają się znaczenia i związki znaczeń szersze i głębsze, pozwalające wyobraźni na operowanie symbolami bardziej uniwersalnymi. Jednostkowe motywacje orientują się też względem dużo silniejszych i wyraźniej odczuwalnych sił. Jakby generowało się jakieś potężne pole. A właściwie nie, to pole istnieje cały czas i dziejowe tąpnięcia nie są warunkiem koniecznym dla jego rozpoznania, ale znacząco wyczulają wszystkie jednostkowe kompasy. Zwłaszcza, niestety, jak się zdaje, wojna jest w tym zakresie wyjątkowo skuteczna.


Baczyński czuł wyraźnie działanie pola i nie uciekał od tego, co rozumiał jako swoją powinność. Mimo śmiertelnego ryzyka, które też czuł wyraźnie. Mimo zupełnego braku złudzeń i wiary w możliwość powodzenia swoich działań (jak wynika z wspomnień Haliny Żelaskiej). Przeczuwał własną śmierć od początku, wyobrażał ją sobie i wyobrażał sobie świat już bez swojego udziału, długo po własnym z niego zejściu. Czuł też tę zbliżającą się śmierć jako nie tylko własną, ale całej generacji, której głosem starał się mówić.


Zaczynam Ludową historię Polski Adama Leszczyńskiego. Fascynująca lektura. Próby odczytywania znaczeń dziejowych przełomów i myślenie symbolem-mitem przybierało czasami w kolejnych Rzeczpospolitych (i nadal przybiera) bardzo brzydką postać.


Ciągle kręcę się na samym początku Wigilii. Wspomniany ostatnio autocytat jest (znowu) kółkiem, które nie wiem jeszcze, ile razy powtórzyć. A też, o ile powtórkę uważam za narzędzie potężne, to powtórka identyczna rzadko wchodzi w grę. Muszą być zmiany, a w tej tu mikroskali to jest operowanie pod lupą i mam poczucie, że bardzo łatwo o ruch fałszywy. Zresztą w pieśni chyba łatwo o fałszywy ruch zawsze, niezależnie od powtórek i innych konstrukcyjnych zabiegów. Nie bardzo jest się za czym schować, że tak powiem.


Historical events probably affect every generation, at least that was the case in the last few centuries, although they are not always immediately recognizable from the level of their participants. Baczyński’s generation could hardly have doubted what it was participating in. Surely, Baczyński had no doubts about it. That awareness, I think, forces the imagination to tune to a different frequency of time cycles than, say, a daily or yearly cycle, which is closed in a single lifetime. Suddenly you are part of cycles that are longer and slower. Suddenly wider and deeper meanings and associations of meanings are revealed, allowing the imagination to operate using more universal symbols. Individual motivations are also oriented towards much stronger and more clearly perceptible forces. As if some powerful field is being generated. Or actually, no, this field exists at all times and shocks of historic magnitude are not a necessary condition for it to be recognised, but they significantly increase the sensitivity of compasses of individuals. War in particular, unfortunately, seems to be extremely effective in this regard.


Baczyński felt that field’s impact very clearly and did not run away from what he understood as his duty. Despite the deadly risk he felt clearly too. Despite the complete lack of illusions and faith in the possibility of the success of his actions (as is clear from the memoirs of Halina Żelaska). He had sensed his own death from the beginning, he had imagined it, and he had imagined the world without him in it long after he would leave it. He also felt this impending death as not only his own death, but also as the death of the entire generation whose voice he tried to speak with.


I'm starting to read A People's History of Poland by Adam Leszczynski. A fascinating read. Attempts to interpret the meanings of historical breakthroughs and to think in terms of symbols and myths sometimes took (and still do) a very ugly turn in the subsequent iterations of the Republic of Poland.


I'm still a bit stuck at the very beginning of the Christmas Eve. The self-quote I mentioned last time is (again) a circle and I have yet to figure out how many times should I repeat it. And also, while I consider repetition a powerful tool, identical repetition is rarely a feasible option. Changes must happen, and on this microscale here it means surgery under a magnifying glass, and I feel like it is very easy to make a false move. It seems to me anyway that it is easy to make a false move in songs, regardless of repetition and other structural tools used. There isn’t much to hide behind, so to speak.


(transl. Magdalena Małek-Andrzejowska)