Baczyński 5

Spojrzenie gotowe. Teraz centrum tego cyklu, Wigilia. Tekst gęsty i niekrótki. Nie do końca, albo nie od razu potrafię rozpoznać jego charakter. Ta gęstość i niejednostajny rytm niosą z sobą dynamizm, nawet nerwowość. Właściwie to jest mikro dramat (nano dramat) z fragmentem dialogu i elementem akcji, z napięciem i kulminacją. Ale jednak, ponieważ ta akcja rozgrywa się w różnych czasach widzianych (znowu) z jakiejś odległej przyszłości, w której wszystko trochę przestało mieć znaczenie, jest w tym obrazie również spokój. Pogłębiony bielą śniegu i mrozem.


Tymczasem Wielkanoc. Dramaturgia tego święta, jeśli można tak powiedzieć, jest mistrzowsko rozplanowana, z całą dobą przerwy między dwoma aktami. Wielka dziura – zawieszenie między symbolami końca i początku. Wymiar ludzki czasu to wymiar Wielkiej Soboty między jakimś, kiedyś, początkiem i kiedyś, zapewne końcem. Pozornie nic się nie dzieje, ale tak naprawdę nie dzieje się nic innego; wszystko, co realne mieści się w tej przestrzeni.


Eric Weinstein 1 kwietnia opublikował w formie pisemnej swoją koncepcję zunifikowanej geometrii, którą nazywa teorią wszystkiego. Jest coś ekscytującego w myśli, że samotny, niezależny i niezłomny, stojący na przekór akademii i systemowi recenzowanych publikacji geniusz mógłby znów (jak 100 lat temu Einstein) zrewolucjonizować naukę, a nawet wyjaśnić wszystko raz na zawsze. Ale jednak nie mam zaufania.


Can’t Get You Out of My Head, stworzony przez Adama Curtisa a wyprodukowany przez BBC i opublikowany w lutym w otwartym dostępie, 6-odcinkowy serial przedstawiający dynamikę przemian kulturowo-społeczno-gospodarczych w XX wieku, próbujący wyjaśnić całą dzisiejszą sytuację. Kojarzy mi się trochę z The Untold History of the United States Olivera Stone’a sprzed prawie dekady, przy czym jednak tezy Stone’a są chyba o wiele bardziej kontrowersyjne. W każdym razie, obie rzeczy bardzo ciekawe.


Wigilię zaczynam od autocytatu. Z czasu, kiedy miałem mniej więcej 23 lata. Trochę Fis-dur, trochę cis-moll i różne rzeczy pomiędzy. Świat jest wielkim autocytatem, albo auto-parafrazą, że dorzucę coś od siebie do teorii wszystkiego.


PS. A może jednak czas ludzki to czas Wielkanocnego Poniedziałku, kiedy początki, końce i przerwy już się wydarzyły i można widzieć je jako znaczące, symboliczne, albo wcale nie, w każdym razie życie toczy się dalej i czemu by się z tego nie cieszyć.


Seria Adama Curtisa nosi podtytuł An Emotional History of the Modern World (“emocjonalna historia nowoczesnego świata). Jeszcze lepsze byłoby moim zdaniem określenie „nastrojowa”. Te nastroje budują opowiedziane w filmie, skupione na konkretnych postaciach historie, wsparte dodatkowo wyrazistym soundtrackiem.


W.B. Yeats w esejach pisze, że cały widzialny, przemijający świat to złudzenie, które trzeba zmusić do tego, żeby służyło nastrojom dającym udział w wieczności.


Mark Solms, neuropsycholog, w wydanej w lutym książce The Hidden Spring: A Journey to the Source of Conscioussness proponuje żeby za absolutną podstawę organicznego życia uznać odczucia (feelings). Czemu by nie nastroje?